Z dr Magdą Fres, certyfikowaną i akredytowaną przy Izbie Coachingu life i creativity coach rozmawiają studentki I roku CiDF (2015/16)

M.FresKarolina Kupczyk: Dzień dobry. Jestem Karolina Kupczyk, a razem ze mną wywiad będzie przeprowadzać moja koleżanka Kasia Leciej.

Magda Fres: Dzień dobry.

KK: Chcemy z Panią porozmawiać o tym jak potoczyła się Pani kariera w kontekście coachingu. Czy już na początku wiedziała Pani jak to wszystko będzie wyglądać? Czy był jakiś plan i czy to wszystko poszło tak idealnie jak wszystkim mogłoby się wydawać?

MF: Jasne, wszystko poszło idealnie (śmiech).

Katarzyna Leciej: Cieszymy się bardzo, bo w końcu nie bez przyczyny się mówi, że marzenia są od tego, żeby je spełniać.

KK: Czym jest dla Pani coaching? Takie pytanie nasunęło mi się, kiedy przygotowywałam się do tego wywiadu, ponieważ dr Barbara Czardybon podczas zajęć z Podstaw coachingu tłumaczyła nam, że każdy coach ma swoją definicję coachingu. Jak więc Pani definiuje coaching?

MF: Ogólnie rzecz biorąc, coaching to w tej chwili najskuteczniejsza na świecie metoda towarzyszenia w osiąganiu celów, która opiera się na tym, że to klient jest pełnym autorem swojej zmiany, natomiast coach potrzebny jest mu do tego, żeby ten klient potrafił działać w najlepszej wersji siebie przy użyciu wszystkich zasobów, które posiada, i które decyduje się używać. Coach jest mu potrzebny do tego przede wszystkim, żeby sam siebie usłyszał, kiedy mówi, bo my siebie nie słyszymy. Słyszenie siebie potrzebne jest do budowania samoświadomości, a co za tym idzie, do brania odpowiedzialności za zmianę.

KL: Dlaczego w ogóle zainteresowała się Pani coachingiem?

MF: Dlaczego? Bo znalazłam się w takim miejscu w moim życiu, w którym znowu byłam gotowa na nowy początek. Z tym, że doszłam do wniosku, że nie chcę znowu zaczynać wszystkiego od nowa, uczyć się czegoś od nowa, znajdować nową pracę, uczyć się nowych umiejętności i nowych kompetencji, tylko chciałabym przede wszystkim nauczyć się używać tego wszystkiego, czego już w życiu się nauczyłam, w jakiś nowy sposób. Jestem psychologiem i też w życiu wykonywałam różne inne zawody, więc zdobyłam różnego rodzaju kompetencje, ale nie utraciłam wrażliwości psychologicznej i też w wykonywanych przeze mnie pracach miałam dużo takich sytuacji, w których byłam w roli osoby, która udziela pomocy psychologicznej. Natomiast nie chciałam nigdy iść w stronę psychoterapii. Zastanawiałam się w jaki sposób mogłabym znaleźć pracę, w której użyłabym różnego rodzaju swoich kompetencji, również w prowadzeniu własnej firmy, kompetencji pracy z ludźmi (bo zawsze pracowałam z ludźmi) i swoich własnych cech osobowości, które też wiążą się z wrażliwością na drugiego człowieka. W jaki sposób mogłabym użyć tego wszystkiego, co jest dla mnie ważne w nowej pracy? Stwierdziłam, że nie ma takiej pracy, że sama muszę ją stworzyć, a szansę do stworzenia takiej pracy daje mi właśnie coaching. Przy czym stwierdziłam, że nie mogę być byle jakim coachem, muszę być bardzo dobrym coachem; muszę wybrać bardzo dobrą szkołę, która dałaby mi świetne przygotowanie merytoryczne. Jednocześnie zdecydowałam się, że tak szybko jak to będzie możliwe, zakładam firmę i zaczynam działać. Byłam na sto procent przygotowana do tego, że to jest to, i że zamierzam włożyć sto procent wysiłku w pracę w tym zawodzie i sto procent ryzyka. I tak to się zaczęło – wybrałam Szkołę Profesjonalnego Coachingu, która okazała się rzeczywiście rewelacyjną szkołą. Wyobraźcie sobie, że do tej szkoły przychodzą ludzie, którzy niewiele mają wspólnego z pracą z ludźmi, ale również psychoterapeuci, którzy niczego innego nie robią, tylko pracują z ludźmi, pracują z własną wrażliwością; i wszyscy ci ludzie mają szansę pracować ze swoimi kompetencjami, umiejętnościami, zdolnościami, z innym spojrzeniem. Uczą się w inny sposób używać tego, czego używali do tej pory. Jest to szkoła, która ma bardzo wysokie standardy, jest w stanie sprostać wysokim wymaganiom. Jestem bardzo zadowolona z tej szkoły.

KK: Kolejne pytanie, które nasunęło mi się po tym, jak zobaczyłam, że napisała Pani książkę Mama, smoczek!: jak Pani łączy obowiązki związane z życiem prywatnym i zawodowym? Jest to jednak dość wielkie wyzwanie. Czy praca wpływa na Pani życie prywatne? Czy coachuje Pani rodzinę?

MF: Jak ja to łączę? Wiecie, rodziny się nie da coachować. Kiedy byłam jeszcze w Szkole Profesjonalnego Coachingu, zmieniło się moje spojrzenie na świat i sposób rozmawiania z ludźmi. Nie wiem czy Wy też tak macie, że jak dzwoni do was przyjaciółka, to wy nie możecie z nią normalnie gadać, tylko zadajecie jej pytania?

KK: Ostatnio coraz częściej (śmiech).

MF: To ja tak właśnie wtedy zaczęłam mieć. Po jakimś czasie, na szczęście, mi przeszło. Kiedyś mieliśmy ważną rozmowę z mężem, a on mi powiedział: „Przestań mnie coachować, tylko mi radę daj”. Wtedy się zorientowałam, że OK, mogę odpuścić. Więc nie, nie coachuję rodziny. Myślę, że funkcjonujemy na poziomie komunikacji tak samo jak przedtem, że w ciągu ostatnich lat nic się nie zmieniło. A jak to jest możliwe, że łączę życie zawodowe z życiem prywatnym? To jest możliwe dlatego, że mam takiego cudownego męża. Byłam ostatnio na dużej konferencji dla kobiet w biznesie i one wszystkie tam mówiły, że gdyby nie partner życiowy, który pomaga w wychowaniu dzieci i w prowadzeniu domu, nie byłyby w stanie prowadzić swoich biznesów. Ja mam dokładnie to samo. Gdyby nie mój mąż, to nigdy nie byłabym w stanie wykonywać swojej pracy. Zwłaszcza, że coaching jest specyficznym zawodem i sporo klientów chce spotykać się po pracy, czyli w godzinach popołudniowych, wtedy, kiedy dzieci są odbierane ze szkoły i przedszkola, wtedy, kiedy większość ludzi ma wolne.

KL: Co ważnego zyskała Pani dzięki swojej pracy?

MF: Przede wszystkim spełniła moje oczekiwania co do tej pracy, o której mówiłam na początku wywiadu, czyli miałam takie oczekiwania, że sama sobie pracę wymyślę i stworzę w oparciu o to, co już wiem, umiem, co ewentualnie chciałabym wyszlifować. Nie chcę się uczyć wszystkiego od początku. Udało mi się to stworzyć. Mam pracę, w której pracuję nie tylko swoimi umiejętnościami, ale pracuję swoją osobowością – to jest ważne. Ja po prostu mogę być w pełni sobą w tej pracy. Spełniam się i jak najbardziej realizuję. Moja praca zapewnia mi też ogromną różnorodność. Nie lubię robić w kółko tego samego, a tutaj robię naprawdę bardzo dużo różnych rzeczy, a jak mi mało, to sobie jeszcze wymyślę.

KK: W takim razie czy mogę rozumieć, że założenie tego biznesu było momentem przełomowym w Pani karierze?

MF: Myślę, że momentem najbardziej przełomowym była decyzja o zajęciu się coachingiem. To był pierwszy krok, który doprowadził do dalszych zmian. Było tak, że Szkoła Profesjonalnego Coachingu już po 125 godzinach zajęć wydaje coś, co się nazywa licencją coacha, czyli już po tym pierwszym okresie nauki można wykonywać ten zawód. Poza tym jeszcze „siedzi się” w tej szkole do końca roku, czyli następne 7 czy 8 miesięcy. Jak tylko dostałam tę licencję, natychmiast założyłam działalność gospodarczą, wynajęłam gabinet z salą szkoleniową i tak dalej, więc zaczęłam działać jeszcze będąc w szkole. Tak samo jeszcze będąc w Szkole Profesjonalnego Coachingu zostałam koordynatorką Klubu Coacha w Katowicach i też jeszcze będąc w szkole organizowałam pierwsze warsztaty Klubu Coacha. Więc to nie jest tak, że założenie firmy czy pójście do szkoły były momentem przełomowym. Najbardziej przełomowym było podjęcie decyzji. Decyzję podjęłam jesienią, a w lutym już zaczynałam szkołę.

KL: Zastanawiam się jak to jest, bo to jest ryzykowne: założyć firmę, też nie do końca mając pewność, że będą klienci.

MF: Zgodzę się, że tutaj rzeczywiście zawsze istnieje ryzyko. Bo skąd się ci klienci wezmą? Ale to nie jest moja pierwsza firma. Już wcześniej miałam z dwa czy trzy razy swoją firmę, więc wiem, jak to wygląda. Na początku nie miałam jeszcze w ogóle rozbudowanej sieci klientów. Natomiast wiedziałam, jak to się robi, a tego, czego nie wiedziałam, nauczyłam się. Zapisałam się na milion różnych kursów o prowadzeniu firmy, o zdobywaniu klientów, o marketingu, o promocji. Słuchajcie! Nawet ukończyłam kurs pozycjonowania stron internetowych, bo stwierdziłam, że bardziej się opłaca, jeżeli ja się tego nauczę, niż zapłacę komuś, kto by mi to robił, bo jeżeli załóżmy kurs kosztuje 1500 zł, a ja mam komuś jednorazowo zapłacić 500 zł i płacić mu tak kilka-kilkanaście razy w roku, to wolę się tego sama nauczyć. Wiedziałam, czego mi brakuje i nauczyłam się tego.

KK: Czy trudno jest pisać książki? Co Panią natchnęło do tego, żeby napisać książkę?

MF: Pisałam od zawsze, więc dla mnie jest to bardzo łatwe; pisałam, odkąd byłam małą dziewczynką. Pisałam bardzo dużo opowiadań i dopiero po studiach moja mama namówiła mnie do tego, żebym wybrała opowiadania i żebyśmy stworzyły z tego książkę i postarały się ją wydać. Akurat pytałaś o Mama, smoczek! – tę powieść napisałam w ciągu roku. Miałam na to taki luźny pomysł, żeby napisać coś w rodzaju takiej powieści w pierwszej osobie, żeby to było fikcyjne, zainspirowane w jakimś stopniu moim życiem, natomiast żeby to się nie przekładało w całości. Na początku nie miałam za bardzo pomysłu na formę. Mój syn miał zwyczaj budzić się o godzinie 4:30, wystarczyło go nakarmić i potem do dwóch godzin potrafił w łóżeczku się bawić, więc przychodziłam do niego z laptopem i przez ten czas pisałam. Codziennie. I tak po roku napisałam kilkaset stron, które później przejrzałam i stworzyłam z tego powieść. Więc ta książka powstała niejako przy okazji. Dlatego, że lubiłam pisać i chciałam się czymś zajmować w czasie, kiedy on był w dobrym nastroju i mógł się sam sobą zająć.

KL: Jak to się stało, że powstał projekt Fight and Innovate?

MF: Z inspiracji, ze spotkania. Spotkałam człowieka, który ma bardzo duże doświadczenie: jest coachem, szkoleniowcem, i ma bardzo duże doświadczenie w pracy z zespołami, grupami. Rozmawialiśmy o life coachingu i coachingu twórczości. Mówiłam, że bardzo mocno w tym life i creativity coachingu siedzę i że świetnie się w tym czuję, że klienci chcą do mnie przychodzić. Mówiłam też, że nie do końca czuję, że coaching zespołowy czy grupowy jest dla mnie, ale też nie mam konkretnego doświadczenia, bo nic z tym nie robię. A on mówi do mnie tak: „Jak cię słucham, to słyszę, że opowiadasz mi jakbyś miała robić coś, co do ciebie nie należy i nie jest twoje. Jakby ten coaching zespołowy to była jakaś inna historia, nie ty. To czemu sobie nie zrobisz swojego coachingu zespołowego? Taki żeby był całkowicie twój, żeby się z tobą zgadzał”. Wtedy sobie pomyślałam: dlaczego nie? Że stworzę własny projekt oparty o własne pomysły i zacznę go sprzedawać i sprawdzać, jak on się ma w tych firmach, z którymi współpracuję. Wtedy może przestanę mieć jakiekolwiek wątpliwości. Z tym coachingiem zespołowym to było tak, że: „Chciałabym, ale się boję”. Więc jak stworzyłam projekt Fight and Innovate i zaczęłam pracować w ramach tego projektu, czyli łączyć coaching z komunikacją, motywacją i kreatywnością, szybko okazało się, że to jest bardzo dobry temat, że to jest coś oryginalnego, że to jest całkowicie autorska jakość, która się podoba, która się przyjmuje, która bardzo dobrze pracuje w zespole. Stąd pomysł – z rozmowy.

KK: Jak się Pani widzi za dziesięć lat i jak chce Pani zostać zapamiętana?

MF: Myślę, że za dziesięć lat będę miała bardzo mocno rozwiniętą swoją markę i mój ośrodek Katowickie Centrum Psychologii i Coachingu. Bóg wie, co ja jeszcze będę robiła. Z pewnością będę robić coś okołocoachingowego. Jestem osobą, która ma poczucie misji zmienia świata na lepsze. Jeżeli sobie wyobrażam, że po pięćdziesiątce miałabym wkroczyć na tą ścieżkę ogromnej kobiecej mocy i energii do zmieniania świata na lepsze, to wydaje mi się, że coś niesamowitego będę musiała wtedy robić. Sama sobie zazdroszczę, że dożyję tego wieku. A jak chciałabym zostać zapamiętana? Chciałabym być zapamiętana na dwa sposoby. Pierwszy sposób to jest taki, w jaki pamiętają mnie moi bliscy, czyli mój syn, mój mąż, moja siostra i inne bliskie osoby, i myślę, że chciałabym być zapamiętana przez nich jako ktoś, kto miał z nimi bardzo dobrą relację, jako osoba pełna miłości, dobroci, cierpliwości, wyrozumiałości, ktoś, kto zawsze mógł być dla nich wsparciem. Natomiast jeśli chodzi o inne osoby na świecie, to chciałabym być zapamiętana jako osoba, która była kimś pomiędzy mentorem a inspiratorem, czyli ktoś, kto inspiruje do zmian i pomaga je wprowadzać w życie.

KK: Nas Pani zainspirowała. Dziękujemy za wspaniały wywiad i poświęcony nam czas.

Wywiad przeprowadzono 3.03.2016